Nie ma sensu zadawać tutaj pytania, kto z forumowiczów był na Babiej Górze, bo wiadomo, że każdy był, wielokrotnie. Nie ma tez sensu zadawać pytania, kto był drogą taką jak Nuki, bo założę się, że nikt. Jedziemy do Rabczycy (Rabčice) na Słowacji. Stamtąd ruszamy bezszlakowo łąkami.

Wychodzimy na pierwszy pagórek i jest królowa w pełnej okazałości. Pięknie się prezentuje, jak to Babia. Ukochana trochę marudzi, że jakoś daleko, ale uspokajam ją, że wszystko jest pod kontrolą.

Siedzimy na łączce i napawamy się widokami jedząc śniadanie, a w mojej głowie kotłują się pomysły, bo widzę przecinkę w kosówce. W domu zastanawiałem się, że można iść po prostu granicą, ale z satelity nie było widać przecinki, a jak wiadomo z kosówką nie ma żartów. Tu jednak widać, że powinno się udać więc oznajmiam Ukochanej, że będzie dzień pełen atrakcji.

Nuki był oczywiście gotowy na podjęcie wyzwania

Idziemy w stronę Babiej wykoszonymi łąkami. Jest ciekawie i całkowicie pusto.

Dochodzimy do granicy. Początkowo nie ma ścieżki wzdłuż słupków, ale jest jakaś stara droga, pozostałość wycinki.

Szybko pojawiają się kolorki w odrastającym lesie.

Jest też bardzo wygodna ścieżka z widokami.

Nieco wyżej robi się stromo, pojawia się stary las, ale cały czas idzie się wygodnie.

Ścieżka jakby coraz mniejsza, ale wciąż jest.

Wchodzimy w kosówki.

Jest szeroka przecinka, ale ścieżka coraz bardziej zanikająca.

Pojawiają się pokolorowane jagodowe polanki.

Jesteśmy już bardzo wysoko.

Kolorki obłędne.

Kosówki coraz niższe, ale przecinka coraz węższa. Przejdziemy, czy utkniemy?

Osiągamy wypłaszczenie i w oddali widzimy trójkątny dach chatki przy szlaku, tej ostatniej pod szczytem. Wygląda, że da się do niej dojść bez problemu.

Ukochana jest zachwycona moim pomysłem zdobycia Babiej w ten sposób. Ja również jestem zachwycony.

Jesteśmy już praktycznie na szlaku.

Kolorki powalające.

A to już szlak.

Kolorki zdumiewające.

Szczyt już blisko.

Jesteśmy na grzbiecie.

Nagle wchodzimy w tłum i gwar... to jest straszne.

Szybka fotka.

Rzut oka na Małą Babią.

I uciekamy w dół, bo ilość ludzi na szczycie i na grzbiecie to jakieś kuriozum. A wiecie, że po naszej stronie porobili ograniczenia z taśm, żeby ludzie nie rozłazili się na boki. Obrzydliwe to jest.

Ostatnie spojrzenia na kolorki szczytowe.

Schodzimy szlakiem żółtym.

Apogeum kolorków!!!

Nuki zadowolony z wycieczki.

Zejście szlakiem to w zasadzie nic ciekawego, jesteśmy już na dole.

W Pasiekach porzucamy szlak i rozpoczynamy bezszlakowy powrót do Rabczycy.

Bardzo przyjemny odcinek na koniec.

Z widokami na Tatry.

Oraz na Pilsko.

Wycieczka super! Nuki nie miał żadnych wpadek. A pomysł pójścia na Babią granicą był strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu nie powtarzaliśmy ani kawałka trasy. Kto by pomyślał, że na starość można odkryć najfajniejszą drogę na Babią
