Część V - Kostolecký dóm - totalna dominacjaMówi się do 3 razy sztuka, ale w tym wypadku potrzeba było aż 4 podejść, żeby się udało zdobyć Kostolecký dóm. Mamy sporo czasu, chęci i cel przed nami. W końcu padnie, nie ma innego wyjścia.

Cudne łączki, widok wstecz na Wielki Manin.

Mały Manin (on wcale nie jest mały).

Cel przed nami, coraz bliżej. Jeden z największych skalnych okapów w całym łuku Karpackim.

Podchodząc bliżej ma się wrażenie, że rośnie. 200 metrów wysokość bezwzględna. 150 metrów do okapu. Jest widoczna ścieżka, więc bez większych kłopotów powinniśmy wyjść.

No to do dzieła!

Stromizna konkretna i niezwiązane podłoże.

Ale największym zaskoczeniem jest obecność ludzi. Myślałem, że będziemy tu sami, a tu naprawdę sporo osób próbuje, z różnym skutkiem. Już na dole mijamy spanikowane nastolatki, odmawiające wychodzenia w górę mimo namów rodziców.

Wyżej jest jeszcze gorzej, mijamy kobietę, która utknęła. W górę nie da rady, a w dół ma zawroty głowy. Czeka na męża. Służę dobrym słowem, proponując poczekanie do zmroku, wtedy nie będzie nic widać i zawroty głowy ustąpią.

Końcowy odcinek jest najbardziej stromy, na dodatek tyle osób powoduje unoszenie się dużych ilości kurzu, a słońce idealnie świeci wprost do okapu powodując znaczny wzrost temperatury. Jednym słowem ciężej niż myślałem.

Z drugiej strony pięknie niesamowicie.

Okap skalny imponujących rozmiarów.

Monumentalny.

Ludzie w większości schodzą inną drogą. Przepuszczamy wszystkich przodem, aby się wzajemnie nie tratować. Nikt nowy już nie wychodzi do góry. Zostaliśmy sami. Kiedy już postanawiamy schodzić, cofa się spanikowana kobieta z mężem. Mówi, że tam jest śmierć i będzie próbować tak jak wychodziła.

Tutaj Ukochana zaimponowała mi rozsądkiem, bo stwierdziła, że warto zobaczyć tą śmierć i jak faktycznie będzie tak ciężko to zawsze można zrobić wycof. Natomiast jej się wydaje, że tu będzie więcej możliwości łapania się roślinności.

Faktycznie po pierwszych paru trudnych metrach potem było już spoko. Choć nie tak zupełnie na luzie.

Rewelacyjny ten okap.


No to co, to teraz robimy okap od góry. Trochę miałem obawy, czy Ukochana będzie chętna, bo to jednak spora góra, ale poszła przodem jak przecinak. Najpierw lasem.

Potem do krawędzi skał, żeby było coś widać.

Ładnie tu. Nie ma innych ludzi.

Idziemy skałkami. Jak na bałkańskich wycieczkach.

Ukochana radzi sobie doskonale.

Są momenty lekko wspinaczkowe i przepaściste.

Są też zupełnie spokojne.

Szczyt okapu już blisko.

Już prawie.

Stoję dokładnie na górze. W dole Kostolecká tiesňava. Ścieżką z prawej szliśmy w górę do okapu, po lewej schodziliśmy.

Od okapu jest jeszcze kawałek na szczyt.

Widok ze szczytu.

Wielki Manin.

Robimy sobie zasłużony odpoczynek. Kostolecký dóm został zdobyty na wszystkie możliwe sposoby.
Było lepiej niż się spodziewałem
C.D.N.