Tak w ogóle to mamy urlop na wdrażanie Nukiego, więc po dniu odpoczynku pora na kolejne góry. Druga wycieczka powinna pójść lepiej

Błatnia z Jaworza. Na początek łazimy pozaszlakowo i skupiam się, żeby kontrolować psa pod względem instynktów łowieckich.

Pokazuję mu pożądane formy aktywności, żeby nie było że na wycieczkach jest nudno.

Łazimy szerokimi stokówkami.

Nuki interesuje się bocznymi tropami, ale póki co udaje się go ładnie odwoływać za każdym razem.

Wszystko idzie dobrze, ale jak docieramy na Błatnią jest konkretna wpadka. Są turyści. Jakaś nastolatka zobaczyła w Nukim przystojniaka. "O jaki ładny piesek" i wyciągnęła ręce, Nuki podszedł, a jak spróbowała pogłaskać po głowie, to zareagował agresją. Podobno nie ugryzł, ale wyglądało że chciał. Od tej pory już pilnowałem, żeby nie podchodził do turystów i ostrzegałem z daleka, żeby go nie głaskać jak się mijaliśmy z potencjalnymi głaskaczami. Taki to z Nukiego pies pierwotny.

Na Błatniej jak to zwykle całkiem fajnie. Poleżeliśmy. Nuki był ogólnie grzeczny, ale po incydencie z dziewuszką byłem przeczulony na punkcie jego kontaktów z innymi. Jakiś koleś siedzący obok go wołał. Ostrzegałem, że może być agresywny, ale on pewny siebie powiedział, że zna się na psach i wolał dalej kusząc kanapkami. Jego akurat Nuki nie chciał ugryźć. Dał się pogłaskać. Koleś faktycznie umiejętnie podchodził do tematu.

Poszliśmy na piwko raciborskie na Ranczu. Ale mi się tego piwka chciało!!! Pyszne było. Nie mam zdjęcia piwa, ale mam zdjęcie Nukiego.

Następnie, żeby zobaczyć coś nowego odbiliśmy na Szarówkę.

Motywowałem Ukochaną, że tam jest chatka i pozwolę jej kupić jagodzianki, jak tylko będą. Chatka była, całkiem ładnie położona, ale bez jagodzianek

Na chatce i w środku dobrze widoczne kartki z apelem o sprzątanie po sobie. To powinno być oczywiste przecież.

Trochę szkoda, że nie jest.

Potem idziemy jeszcze na Mały Cisowy.

I schodzimy do auta pozaszlakami.

Wycieczka całkiem udana. Nuki się tym razem nie zgubił, choć miał tendencje do oddalania się na chwilę. Oczywiście incydent z gryzieniem turystów był wielką wpadką. Mam nadzieję, że już się nie powtórzy.
Wracając z wycieczki robiliśmy plany na coś konkretnego, np. takie Pilsko. Niestety plany nie wyszły, bo okazało się, że moja mama nagle podupadła na zdrowiu i w kolejnych dniach wymagała większej opieki.