Kolejny spacer regeneracyjny. Tym razem obiecałem Ukochanej zabrać ją na Tulipanową Polankę w nagrodę za dzielną postawę dnia poprzedniego. Ukochana powiedziała, że tak ją wszystko boli, że nie jest w stanie podnieść rąk do góry... po czym aby udowodnić swoje słowa, podniosła ręce do góry. Skomplikowana logika kobiet.

Ale nieważne, idziemy. Wymyśliłem, że same tulipany to za mało i trzeba się przespacerować po okolicy.

Okolica urokliwa. Cieki wodne.

Łączki.

Głównie rozległe pola z hydrantami. Jakby się pole palio, to można łatwo ugasić.

Fajne siedlisko.

Rzepak na horyzoncie.

Rzepak blisko.

Ukochana weszła w szkodę.

W ogóle pola są bardzo piękne.

Na dodatek dzisiaj prawdziwe upały. Jeszcze 3 dni temu człowiek się trząsł z zimna, teraz zdycha z gorąca.

Tobek zadowolony, bo zrobiliśmy sobie przerwę nad jeziorkiem.

A potem dalej łazimy... już 5 godzin. Na razie żadnego tulipana nie widzieliśmy.

W końcu dochodzimy do Tulipanowej Polanki. Jest tu tysiąc ludzi. W pierwszym odruchu trochę mi słabo.

Jakoś się przełamałem i wszedłem tam.

Trzeba przyznać, że tulipany ładne.


Można focić.

Tobi zadowolony.

Ukochana zadowolona.

Wszyscy zadowoleni.

Porobili rózne stanowiska zdjęciowe, np z pianinem. Tylko do każdego z 15 minut stania w kolejce.

No, do taczki łatwiej się było dopchać.

Na koniec wracamy skrótem do auta z garścią tulipanów.

Taka to była wycieczka
