buba pisze:Przed wyjazdem to liczyłam, ale nie jakoś bardzo dokładnie (nitką na mapie

). Cała trasa miała około 100 km. Dziennie przechodzilismy miedzy 10 a 15 km. Jeden dzień miał chyba coś koło 17 km. Pierwszy i ostatni dzień mogły być nieco krótsze (z Kotlarki do Nowego Targu moze byc mniej niż 10)
100 km w 7 dni to nie tak wcale mało. Ja podczas plecakowego wypadu w 2025 roku w 6 dni wędrówki zrobiłem 105 km. Najkrótszy dzień to 8 km (pierwszy dojazdowy), najdłuższy to 25 km. Najfajniejszy dystans to tak ok. 20 km dziennie wtedy mam czas niemal na wszystko.
Nitką na mapie... archaiczna metoda, ale w sumie ciekawa

Tak liczyłem długość trasy w podstawówce/gimnazjum, czasem to było też zadanie z geografii
buba pisze:Myślę, że mamy dużo wspólnego, z tą jedną różnicą, że ty robisz odległości razy 2. No i nieporównywalnie wczesniej wstajesz, co w jakimś stopniu łączy się z punktem nr 1

Czasem tak, czasem nie, ostatnio trochę te dystanse zmniejszam. Szybko wstaje to fakt, ale późno wychodzę w trasę, robię poranne nic nierobienie. Szczególnie w pięknych miejscach.
buba pisze:Ja się w pełni z tym zgadzam, że wschody są piekne, bo raz te kolory a poza tym od zachodów chyba je odróżnia wlasnie obecnosc tych mgiełek. Tylko problem jak się jest śpiochem i się uwielbia długo spać...

Mgiełki przy wschodzie zdarzają się bardzo często, przy zachodzie rzadko, zazwyczaj tylko po jakimś deszczu czy specyficznej pogodzie. Choć barwowo nie ma reguły, oba mogą być równie kolorowe lub nie

Ja jeszcze lubię dodatkowo ten moment jak się wszystko budzi.
buba pisze:Bardzo lubie Gorce. Widok na Tatry, mgiełki i bacówki to bardzo dobry zestaw

Szkoda tylko że ilosc ogólnodostepnych bacówek znacznie zmniejszyła się przez ostatnie 20 lat. Hmmm... moze w tym roku uda mi się napisać jakies zaległe relacje z wyjazdów w Gorce, z bacowkami, których juz nie ma? Zobaczymy kiedy uporam się z bieżącymi relacjami...
Bacówki znikają, te ogólnodostępne tym bardziej. Jeśli jednak znajdziesz czas na napisanie kiedyś jakiejś relacji sprzed lat to pisz! Chętnie poczytamy! Bardzo lubię Cię czytać!
buba pisze:Bardzo bym chciała! A już najlepiej jakbysmy się spotkali na jakimś miejscu biwakowym, tak żeby móc razem posiedzieć przy ognisku i wiecej pogadac. A umówić się na wspólny wyjazd jest ciężko, bo ja nie dam rady przejść tyle co ty lubisz, a ty wlekąc się jak ja na pewno byś się bardzo męczył. Myślałam nieraz, żeby umówić się na miejscu noclegu, ale tu jest kolejny problem, że my na takich wielodniowych wycieczkach bardzo często nie wiemy gdzie i kiedy dokładnie będziemy nocować. Tak jak tu - myśleliśmy o noclegu na Lubaniu, ale nam się tam jakoś nie spodobało. Miała być chatka za Lubaniem ale jej nie było. Mało brakowało a byśmy zostali w przypadkiem odnalezionej bacówce itp. A umówienie się z kimś w konkretnym miejscu już tak bardziej wiąże, czujesz nad sobą obowiązek wywiązania się z umowy, co nieco zabija spontaniczność i wolność wedrowki. Już predzej na weekendowych wyjazdach przychodzimy w jedno planowane miejsce noclegowe - choć czasem sie tez zdarza tak jak w majowych Bystrzyckich, że uciekalismy z wiaty i szlismy w dal nie całkiem wiedząc dokąd nas zaniesie... Zloty były fajną rzeczą, bo wtedy konkretny nocleg był pewny i już cały wyjazd układało się pod ten jeden cel.
Ale mam ogromną nadzieję, że świat górskich łazików jest na tyle mały, że znów kiedyś na siebie wpadniemy

Typowo przypadkiem może być ciężko drugi raz się spootkać, aczkolwiek nasze ścieżki podczas tych letnich beskidzkich wypraw niejednokrotnie się przecinały, więc kto wie

Dystanowo mogę się zawsze dopasować, nie zawsze mam ciśnienie (ostatnio coraz bardziej). Co do celu, to można coś wymyślić, przy jakiejś cieplejszej porze roku. W sumie w wiacie czy chatce spałem tylko raz, dawno temu, czas to powtórzyć
buba pisze:Niedługo powinna dojść druga (tzn. druga pocztówka, nie druga z Oławy

Właśnie dotarła ta druga! Z miejsca w mojej okolicy, ale stemplem z Bytomia! Dzięki za pozdrowienia!